Dzieci w skarpetach, czyli co cię dziwi…?

Witajcie!

 

Od ostatniego wpisu nieco zazieleniło się, a nawet wycieplało. Jednak na Pomorzu Zachodnim gorączek jeszcze nie ma.

Taka sytuacja:

Plac zabaw i dzieciarnia. Nagle zjawia się mama, tata i 4x dziecko. Temperatura powietrza – max 15 st. C. I oto mama ta rozbiera swoje dzieci do krótkich rękawków, ściąga im buty i zakłada zwykłe skarpety. Dzieci się rozbiegają i bawią. Słońce grzeje, na placu nie czuć wiatru, który smagał moją rodzinę po drodze na miejsce. I tak sobie myślę:

  • może chodzi o witaminę D3?

  • może chodzi o tzw. uziemianie?

  • może dzieci te są superzdrowo wychowywane?

I tak cała armia różnych perspektyw przeszła przeze mnie. Stało się jednak tak, że Dziedzic zechciał połazić w okolicy jej syna i ichniej piłki. Zagajam:

ja: Dobry sposób z tymi skarpetami – to zdrowe dla stóp, nie ma piachu w butach…

ona: ja ich tu przebieram, bo potem tych ciuchów to się nie da doprać!

Kurtyna.

 

Tak to akurat w moim przypadku było, żem sobie ideologię dorobiła. Nie dopytałam już, dlaczego na krótko (kobieta typ megaopalonej). Co jednak w związku z tą sytuacją wpadło mi do głowy?

Jest tak, że masz lęki o dziecko. Że zmarznie, że przeziębi, że nadepnie na niewiadomo co. I ja też je mam. Jednak. Ani nie nadepnęły, ani nie musiały się otrzepywać, nawet nie było potrzeby się dodatkowo ubierać/rozbierać. Radość latania udzielała się. Brytolskie dzieci w wichury bez czapki, norweskie cały rok na dworze.

 

Czy nie czas zainwestować w skarpetki?

 

Krótka to refleksja.

 

 

Z poważaniem,

Mamniunia